[CATHERINE]
Obudziłam się rano, wstałam i poszłam do łazienki. Wzdrygnęłam się gdy spojrzałam w lustro. Patrzyłam na dziewczynę w okropnym stanie. Zaczerwienione oczy, rozmazany makijaż, wory pod oczami.. Dopiero wtedy przypomniała mi się sytuacja z wczoraj. Nie, to nie może być prawda.. Nie powiem nikomu o mojej matce, przecież rozdzielą mnie i Mads. Przyzwyczaiłam się do ciągłego obrywania.. Spojrzałam na zegarek - 7;00. Obudziłam siostrę, po czym poszłam się trochę ogarnąć. Umyłam głowę, wysuszyłam, wyprostowałam.. Nigdy nie lubiłam swoich włosów, było ich za duzo, nie były też ani proste, ani kręcone, takie nijakie.. Kolor już wyblakł, przydałoby się pójść do fryzjera. Nałożyłam na twarz po kolei - fluid, korektor, puder.. Zrobiłam kreski i pociągnęłam rzęsy tuszem. Moje czarne oczy wydawały się większe, czyli uzyskałam ten efekt. Co do twarzy - nigdy nie używałam różu, czy bronzera, bo uważałam to za nie potrzebne. Chciałam zakryć blizny, pieprzyki, te cholerne wypieki, a może samą siebie? Nie wiem. Czułam się dziś strasznie. Nie wiem co mi odbiło, jednak przeszukałam moją kosmetyczkę i znalazłam pożądany, metalowy przedmiot. Zrobiłam kilka kresek, poczułam się lepiej widząc czerwony płyn spływający po rękach. Usunęłam "ślady" i zarzuciłam na siebie rozciągniętą, szarą bluzę i mocno przylegające rurki. Zarzuciłam plecak, zgarnęłam siostrę, trochę pieniędzy na fryzjera i pobiegłyśmy do szkoły.
Przy wejściu zobaczyłam Nathalie przystawiającą sie do Jasona. Normalka. Jednak on popatrzył na mnie - zmartwionym? - wzrokiem. Zanim zdążyłam zakodować to co się właśnie stało drogę zagrodziła mi Lily.
-Gotowa na wf? - zapytała uśmiechając się. Ona zawsze jest taka radosna, odkąd pamiętam zaw... Chwila, jaki wf?
-Jaki znowu wf?- zapytałam zdenerwowana.
-No przecież dziś środa, miałaś zaliczać ten sprawdzian z siatki na którym cię ostatnio nie bylo, bo jesli tego nie zaliczysz to nie zdasz.. Zapomniałaś? Masz strój? Pożyczę ci, jeśli chcesz.. - powiedziała na jednym wdechu.
-Czekaj - sprawdziłam w torbie. Jest. Cholera. - Mam. A teraz pozwolisz że skoczę jeszcze do apteki po tabletki przeciwbólowe. - uśmiechnęłam się przepraszająco
-Czekaj.. Ja chyba mam jaki...- nie dałam jej skończyć, bo poleciałam do tej głupiej apteki.
Kupiłam bandaż i gdy wróciłam do szkoły poleciałam od razu do łazienki. Podciągnęłam rękaw i szybko zawinęłam świeże rany. Było tam dość dużo starych, dlatego unikałam noszenia krótkich rękawków. Dzwonek. Wf. Cholera. Wf z Jasonem. Cholera x2.
Wdech, wydech. Wdech, wydech.
Jestem gotowa.
Przebrałam się szybko, związałam włosy w kitkę i poszłam na salę.
-Catherine, coś poważnego ci się stało w rękę? Dasz radę z tym sprawdzianem? - spytał pan od wf.
-Tak, pewnie - uśmiechnęłam się sztucznie.
Wszyscy patrzyli na tę sytuacje obojętnie, no, może oprócz Lil i Jasona. Dziewczyna posłała mi pytające, zmartwione spojrzenie. Kiwnęłam głową. Skrzywiła się. Nigdy nie krzyczała na mnie za to, wiedziała że to nic nie da. Natomiast Jason gapił się na mój nadgarstek jakby chciał siłą woli go zerwać z mojej ręki.
Zaczęły się ćwiczenia, wszystko fajnie, zaliczyłam sprawdzian. Wychodząc z sali zahaczyłam o coś chyba, i spadł mi kolczyk. Schyliłam się po niego, mój bandaż nieznacznie się obsunął. Ale jednak. Jason chciał podnieść kolczy, tak jak ja. Widziałam jak zerka na moją rękę, jak zaraz potem jego mięśnie się napinają. Spojrzał na mnie tymi niebieskimi oczami. Widziałam w nich zdenerwowanie i smutek. Nie wiem dlaczego się tak martwi. Nie rozumiem. Jednak to, co zrobił po chwili, poprostu mnie zamurowało. On najzwyczajniej w świecie mnie przytulił.
-Dlaczego, do cholery jasnej, chcesz się zabić? - szepnął
-Jj..ja..a - zaczęłam się jąkać. Nie. Nie będę płakać.
Chciałam mu odpyskować, odsunąć się, ale nie mogłam.
- Oooo, Jason.. Nie radzę ci tego dotykać, jeszcze się czymś zarazisz.. hihihiihihi - usłyszałam po chwili. Nathalie.
- Sooory, ale nie chce mi się gadać z dziewczyną która miała w ustach więcej kutasów niż ma lat. - powiedzial, ściskając mnie mocniej. Zachichotałam w duchu, 1:0 Jason.
- Weź bo jeszcze jej tatusiek cię pobije.. Chociaż chyba ona sama mu narazie wystarcza - przegieła. Poczułam jak jego mięśnie się spinają, wbiłam mu paznokcie w ramię, żeby się uspokoił. Odsunął się nieznacznie ode mnie.
- Ubieraj się Cath. Jedziemy stąd. Dość na dziś. - warknął.
-Uuuuu, ktoś tu chce zaliczyć- pisnęła Nathalie. Jej koleżaneczki zachichotały.
Nie wiem jak to się stało, ale moja pięść spotkała się z jej nosem. Chyba się nie zakolegowały.
O tak szmato, 50:0 dla Cath.
Maybe we all should cry.
wtorek, 26 stycznia 2016
środa, 19 sierpnia 2015
Rozdział 8
-Na ciebie. Catherine. - odpowiedział. - Chociaż w sumie raczej na to, co z ciebie zostało.
-No tak - pomyślałam - nie zamknęłam okna.
- Nic nie zostało z tej Catherine, którą pamiętasz. Nic.- odpowiedziałam półgłosem, jednak usłyszał.
[JASON]
-Weź się za siebie dziewczyno! Jak nie dla siebie, to dla młodszej siostry! To nie jest takie trudne! - przesadziłem. Oczy dziewczyny momentalnie się zaszkliły.
- Nic o mnie nie wiesz. Nic. Nie wtrącaj się, proszę. - powiedziała cicho, po czym opadła na łóżko. Nie miała siły krzyczeć. Zemdlała? Nie wiem.
-CATHERINE! - usłyszałem głos z dołu. To nie wróżyło nic dobrego. Zszedłem na dół, chcąc usłyszeć matkę Catherine dokładniej.
[CATHERINE]
Wstałam z łóżka. Usłyszałam moją matkę, więc szykuje się kazanie.
- Gdzie się włóczysz po nocach gówniaro? Co, sprzedajesz się za kasę? Takich pasztetów nikt nie chce! - Krzyczała - Zarobiłaś coś?
- Nawet jeślibym zarobiła, to byś nie dostała tych pieniędzy. - mruknęłam.
-Nie przeginaj! Masz mi oddawać pieniądze za każdym razem, jak tylko jakieś dostaniesz, jasne? - wykrzyczała moja rodzicielka.
-Może lepiej idź do pracy, co? Ojciec w pudle, to mogłabyś się postarać. - powiedziałam obojętnie.
-NIE ODZYWAJ SIĘ W TEN SPOSÓB DO MNIE! - podeszła do mnie i spoliczkowała. Chciałam uciec, jednak była szybsza, zdąrzyła uderzyć mnie w brzuch, i rzucić talerzem, który ponownie pokaleczył moją twarz. Uciekłam na górę, zamknęłam się w pokoju i wyciągnęłam apteczkę spod łóżka. Zawsze ją tam trzymałam, bo dobrze znałam moich rodziców. Spojrzałam jednak jeszcze w stronę pokoju Jasona, który teraz mi się przyglądał.
-Sły..słyszałeś wszyystko? - wyjąkałam
-Tak. Dlaczego nikomu o tym nie powiesz? Jesteś ranna! - prawie krzyknął.
-Dlaczego cię to obchodzi? Znów mnie chcesz skrzywdzić? - powiedziałam po czym zasłoniłam okna. Opatrzyłam rany, i rzuciłam się na łóżko, płacząc jak małe dziecko. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi do pokoju.
[JASON]
Poszedłem do niej, nie mogłem tego tak zostawić. Ostanie przemyślenia dużo mi dały. Zależało mi na tej dziewczynie. Jako przyjaciółce, oczywiście..chyba. Wszedłem do jej domu, jej matka spała, nie mam pojęcia jak ta kobieta potrafi tak szybo zasnąć, ale cóż. Zapukałem.
-Mady? - usłyszałem cichutki szept.
-Nie. - odpowiedziałem równie cicho.
Usłyszałem przekręcanie klucza w drzwiach, wpuściła mnie do środka. Widziałem że ma zapuchnięte i zaczerwienione oczy. Płakała.
-Co ty tutaj robisz - zapytała mnie.
-Przyszedłem porozmawiać, Catherine.
-Nie sądzę żebyśmy mieli o czym rozmawiać, Jasonie.
-Przepraszam, przepraszam że cię zostawiłem 6 lat temu, byłem mały, koledzy byli najważniejsi. Teraz, gdy zobaczyłem jak twój ojciec bije Max - wzdrygnęła się na to wspomnienie - wszystko sobie przypomniałem. To ja uratowałem cię przed Ryanem, dwukrotnie.
-To.. to byłeś ty? Widzałeś wszystko? Widziałeś MNIE?- powiedziała półgłosem.
-Tak, ale to nie jest teraz najważniejsze. Musisz zacząć jeść, i powiedzieć komuś co się dzieje u ciebie w domu. - powiedziałem.
-Jeszcze rok, wytrzymam. Jak będę pełnoletnia wezmę Mad i się wyprowadzimy. - oczy jej się znów zaszkliły - Nie powinenieś się mieszać w to, naprawdę, to nie jest nic poważnego.. Madison jest bezpieczna, ze mną, nic jej nie będzie.
-Ale tobie będzie! - krzyknąłem - Catherine, nie możesz myśleć o wszystkich, tylko nie o sobie! Widziałem co się stało przed chwilą na dole, nie możesz pozwolić na takie coś!
-Przestań się mieszać! Znudzi ci się niedługo i znowu mnie skrzywdzisz! Jak wszyscy! - teraz rozpłakała się na dobre. Przytuliłem ją. O dziwo mnie nie odepchnęła.
-Już nigdy cię nie skrzywdzę, obiecuje. - pocałowałem ją w czoło. Siedzieliśmy tak chwile, po czym ona wyczerpana zasnęła. Najdelikatniej jak potrafiłem odłożyłem ją na łóżko. Już wychodziłem, ale usłyszałem ciche..
-Dziękuje.
Wyszedłem, byłem szczęśliwy. Sprawię, żeby znów zaczęła jeść. Tylko jak?
-No tak - pomyślałam - nie zamknęłam okna.
- Nic nie zostało z tej Catherine, którą pamiętasz. Nic.- odpowiedziałam półgłosem, jednak usłyszał.
[JASON]
-Weź się za siebie dziewczyno! Jak nie dla siebie, to dla młodszej siostry! To nie jest takie trudne! - przesadziłem. Oczy dziewczyny momentalnie się zaszkliły.
- Nic o mnie nie wiesz. Nic. Nie wtrącaj się, proszę. - powiedziała cicho, po czym opadła na łóżko. Nie miała siły krzyczeć. Zemdlała? Nie wiem.
-CATHERINE! - usłyszałem głos z dołu. To nie wróżyło nic dobrego. Zszedłem na dół, chcąc usłyszeć matkę Catherine dokładniej.
[CATHERINE]
Wstałam z łóżka. Usłyszałam moją matkę, więc szykuje się kazanie.
- Gdzie się włóczysz po nocach gówniaro? Co, sprzedajesz się za kasę? Takich pasztetów nikt nie chce! - Krzyczała - Zarobiłaś coś?
- Nawet jeślibym zarobiła, to byś nie dostała tych pieniędzy. - mruknęłam.
-Nie przeginaj! Masz mi oddawać pieniądze za każdym razem, jak tylko jakieś dostaniesz, jasne? - wykrzyczała moja rodzicielka.
-Może lepiej idź do pracy, co? Ojciec w pudle, to mogłabyś się postarać. - powiedziałam obojętnie.
-NIE ODZYWAJ SIĘ W TEN SPOSÓB DO MNIE! - podeszła do mnie i spoliczkowała. Chciałam uciec, jednak była szybsza, zdąrzyła uderzyć mnie w brzuch, i rzucić talerzem, który ponownie pokaleczył moją twarz. Uciekłam na górę, zamknęłam się w pokoju i wyciągnęłam apteczkę spod łóżka. Zawsze ją tam trzymałam, bo dobrze znałam moich rodziców. Spojrzałam jednak jeszcze w stronę pokoju Jasona, który teraz mi się przyglądał.
-Sły..słyszałeś wszyystko? - wyjąkałam
-Tak. Dlaczego nikomu o tym nie powiesz? Jesteś ranna! - prawie krzyknął.
-Dlaczego cię to obchodzi? Znów mnie chcesz skrzywdzić? - powiedziałam po czym zasłoniłam okna. Opatrzyłam rany, i rzuciłam się na łóżko, płacząc jak małe dziecko. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi do pokoju.
[JASON]
Poszedłem do niej, nie mogłem tego tak zostawić. Ostanie przemyślenia dużo mi dały. Zależało mi na tej dziewczynie. Jako przyjaciółce, oczywiście..chyba. Wszedłem do jej domu, jej matka spała, nie mam pojęcia jak ta kobieta potrafi tak szybo zasnąć, ale cóż. Zapukałem.
-Mady? - usłyszałem cichutki szept.
-Nie. - odpowiedziałem równie cicho.
Usłyszałem przekręcanie klucza w drzwiach, wpuściła mnie do środka. Widziałem że ma zapuchnięte i zaczerwienione oczy. Płakała.
-Co ty tutaj robisz - zapytała mnie.
-Przyszedłem porozmawiać, Catherine.
-Nie sądzę żebyśmy mieli o czym rozmawiać, Jasonie.
-Przepraszam, przepraszam że cię zostawiłem 6 lat temu, byłem mały, koledzy byli najważniejsi. Teraz, gdy zobaczyłem jak twój ojciec bije Max - wzdrygnęła się na to wspomnienie - wszystko sobie przypomniałem. To ja uratowałem cię przed Ryanem, dwukrotnie.
-To.. to byłeś ty? Widzałeś wszystko? Widziałeś MNIE?- powiedziała półgłosem.
-Tak, ale to nie jest teraz najważniejsze. Musisz zacząć jeść, i powiedzieć komuś co się dzieje u ciebie w domu. - powiedziałem.
-Jeszcze rok, wytrzymam. Jak będę pełnoletnia wezmę Mad i się wyprowadzimy. - oczy jej się znów zaszkliły - Nie powinenieś się mieszać w to, naprawdę, to nie jest nic poważnego.. Madison jest bezpieczna, ze mną, nic jej nie będzie.
-Ale tobie będzie! - krzyknąłem - Catherine, nie możesz myśleć o wszystkich, tylko nie o sobie! Widziałem co się stało przed chwilą na dole, nie możesz pozwolić na takie coś!
-Przestań się mieszać! Znudzi ci się niedługo i znowu mnie skrzywdzisz! Jak wszyscy! - teraz rozpłakała się na dobre. Przytuliłem ją. O dziwo mnie nie odepchnęła.
-Już nigdy cię nie skrzywdzę, obiecuje. - pocałowałem ją w czoło. Siedzieliśmy tak chwile, po czym ona wyczerpana zasnęła. Najdelikatniej jak potrafiłem odłożyłem ją na łóżko. Już wychodziłem, ale usłyszałem ciche..
-Dziękuje.
Wyszedłem, byłem szczęśliwy. Sprawię, żeby znów zaczęła jeść. Tylko jak?
Rozdział 7
Długo myślałem o sytuacji zaistniałej z Catherine. Po wielokrotnym zastanawianiu się i rozmyślaniu dotarło do mnie parę rzeczy.
Gdy jeszcze przyjaźniliśmy się z Cath, za każdym razem jak się spotykaliśmy, przyrzekaliśmy sobie, że nigdy się nie rozstaniemy, że ta przyjaźń się nigdy nie skończy.
Byliśmy mali i może wydawać się to śmieszne.
-Pff - westchnąłem - Równie dobrze mogłem jej obiecywać, że dinozaura dostanie -powiedziałem sarkastycznym głosem
- Chwila?! Zaczynam gadać do siebie, to się robi chore - pomyślałem
Wracając do sprawy, zawsze podczas pożegnań mówiliśmy sobie to samo. Niby monotonne, ale dla nas, dzieciaków, mówienie tego przez kilka lat codziennie nie było nudne, ani nigdy z tego nie zrezygnowaliśmy. Zawsze mówiła: -"nigdy się ze mną nie żegnaj" na co ja zawsze odpowiadałem - "na zawsze". Dopiero teraz, zagłębiając się w to, niepotrzebnie zresztą, jestem w stanie zrozumieć te słowa. Gdy byłem mały to była taka moja kwestia, którą mówiłem prawie tak, jak wierszyki w szkole. To była zabawa.
To obudziło się we mnie, i moja głowa była w tym momencie pełna starych, to wesołych, to bolesnych wspomnień. I cały czas miałem przed oczami moją roześmianą Cath. Z aparatem na zębach, bez jakiegokolwiek makijażu. Z tą charakterystyczną dla niej iskierką w tych jej ciemnych oczach. - Już nie ma takiej iskierki - pomyślałem - Już nie ma takiej Catherine. Takie myśli krążyły mi po głowie cały czas, tak samo jak obraz jej, wychudzonej, mdlejącej z bólu pod naszą szkołą, albo uderzanej przez ojca na ulicy, przez Ryana.. Jednego byłem pewny - ta dziewczyna nie ma wcale łatwego życia.
IDŹ SPAĆ IDIOTO! NIE MYŚL O NIEJ!-skarciłem się w myślach.
[NASTĘPNEGO DNIA]
Jak zawsze wstałem z łóżka, wziąłem szybki prysznic, ubrałem się, zjadłem śniadanie i wyszedłem z domu.
Naszą pierwszą lekcją tego dnia była matematyka, nienawidziłem bawienia sie karteczkami i liczenia, nigdy nie potrafiłem sam poradzić sobie z materiałem, dlatego gdy byłem mały, razem z Catherine szliśmy do jej domu, kładliśmy się na dywanie i robiliśmy tą przeklętą matematykę. Pamiętam że zawsze się ze mnie śmiała, jak nie umiałem czegoś zrobić, a potem cierpliwie mi to tłumaczyła.
Zmartwiło mnie, że dziewczyny nie było dziś w szkole. Mieli ją przecież wypuścić ze szpitala. Dziś. Odwróciłem się, popatrzyłem w kierunku ławki Lily, siedziała tam, ale wyglądała jakby myślami była daleko.. Coś się musiało dziać Catherine.
Dlaczego ja nie mogę przestać o tym myśleć?! -wykrzyknąłem na całą klasę zdenerwowanym głosem i uderzając mocno pięściami w ławkę wstałem.
Po chwili poczułem na sobie oczy całej klasy i nauczycielki, Pani Brewned (miała miano "zimnej suki" w szkole) .
-Hathaway, może opowiesz klasie cóż to cię tak męczy? Hmm?- warknęła na mnie głosem przepełnionym jadem. Gdyby wzrok mógł zabijać, leżałbym już martwy.
- Nie, dziękuje. -powiedziałem i wsuwając szybko rzeczy do torby odusnąłem krzesło i wyszedłem z klasy, pozostawiając za sobą spojrzenia pełne zdziwienia i zaskoczenia. Musiałem się odstresować. Wiedziałem dokładnie co zrobić. Wróciłem szybkim krokiem do domu, wyciągnąłem gitarę i zacząłem pisać. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem...
[CATHERINE]
Nie poszłam dziś do szkoły. Po wyjściu ze szpitala, doszłam do domu na piechotę. Matki nie było. Wbiegłam do swojego pokoju i zakluczyłam drzwi. Poszłam do łazienki, umyłam się i ubrałam w wygodne dresy, stanik sportowy a na ramiona założyłam koszulę. Musiałam komicznie wyglądać, ale było mi wygodnie. Nie uważałam już, że jestem za gruba, ale poprostu nie odczuwałam głodu. Gdy byłam w pokoju, usłyszałam gitarę. Zaczęłam śpiewać do niej tekst jednej z moich własnych piosenek. Jednak gdy zobaczyłam kto gra, i że ta osoba się mi przygląda, natychmiast skończyłam śpiewać. Szybko zapiełam koszulę, ponieważ na moim brzuchu wciąż były widoczne siniaki, jak i różne stare blizny na rękach, brzuchu, twarzy.
-Na co on się tak patrzy? - pomyślałam. Na głos.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Rozdział 6
-No mała, ostatnio nam się nie udało, może teraz gdzieś wyskoczymy? - po tych słowach złapał ją za rękę, dziewczyna syknęła z bólu.
-Nigdzie nie idę palancie! Puść mnie! - Wykrzyczała - Albo chociaż złap w innym miejscu, bo tu mnie boli - mruknęła pod nosem, sama do siebie, on jednak usłyszał.
- A cóż to ci się stało, zobaczmy - powiedział, po czym podsunął jej rękaw do góry tak, że mogłem dojrzeć sinaki.
-Ooo, ktoś cię bije? Myślisz że to koniec? Nie sądzę, jeszcze troszkę pocierpisz kochaniutka. - Powiedział, po czym mocno ją spoliczkował. - Boli? Ojej, przynajmniej znów będziesz mogła to ukryć pod warstwą tapety- Zaśmiał się szyderczo, po czym popchnął dziewczynę tak, że wpadła w murek. Z jej nosa zaczęła lecieć krew. O nie, teraz przesadził.
- No, gdzie teraz jest ten twój bohater? A no tak, nie ma go!- szydził.
Moja cierpliwość się skończyła.
[CATHERINE]
Wiedziałam że nikt mnie nie uratuje. Nic już prawie nie widziałam.
Po chwili jednak usłyszałam jak ktoś podchodzi do Ryana, potem była już tylko ciemność.
[JASON]
Zobaczyłem że dziewczyna mdleje. Szybko rozprawiłem się z tym dupkiem, po czym wziąłem zakrwawioną Catherine na ręce i zaniosłem do samochodu.
Po chwili byłem już na pogotowiu. Zaniosłem ją do środka, i natychmiastowo kazałem zbadać. Podczas gdy dziewczynę badali, ja wyciągnąłem z jej plecaka jej telefon, z zamiarem powiadomienia jej rodziców. Miała kod. Trzeba było wpisać cyfry.Wziąłem podpowiedź (w niektórych telefonach jest taka opcja) było tam napisane:
-DATA.
Data? Boże, przecież jest ich tak dużo... Na początku wpisałem datę jej urodzin. Nie. Potem kolejno wpisywałem datę urodzin Mads, Max, Lil.. Po 15 minutach gorączkowego główkowania wpadł mi do głowy pewien pomysł. -To napewno nie to..-Pomyślałem. Ale warto spróbować. Data, którą pamietałem cały czas. Dzień w którym się poznaliśmy.
-01.09.2004
O dziwo załapało. Zadzwoniłem do jej matki.
-Halo?- usłyszałem półprzytomny, kobiecy głos.
- Dzień dobry, pani córka leży w szpitalu...- zacząłem mówić, ale nie dane mi było skończyć.
-A CO MNIE TO OBCHODZI, PROSZĘ MI NIE ZAWRACAĆ GŁOWY!- krzyknęła, po czym się rozłączyła.
Zdziwiłem się, nawet bardzo. Pamiętałem mamę Cath jako pomocną miłą kobietę, a tu taka niespodzianka.
Stwierdziłem że zadzwonie do Lily, jej przyjaciółki. Odebrała po 2 sygnałach.
-Co tam Caath? - zaczęła wesoło
-Catherine leży w szpitalu - usłyszałem pisk dziewczyny - Ryan próbował ją porwać, przyjedź, bo nie chce żeby tu sama leżała..- Powiedziałem na jednym tchu.
-Ale kim ty...- nie dałem jej skończyć, rozłączyłem się. Poszedłem do lekarzy spytać o stan zdrowia dziewczyny. Lekarz powiedział tak:
- Dziewczyna jest bardzo wychudzona i ma siniaki na całym ciele. Była o mały włos od wstrząsu mózgu, kazaliśmy się jej zważyć, waży 40 kg, a przy jej wzroście to jest bardzo mało. Wypuścimy ją jutro rano, jeśli przez noc będzie wszystko dobrze - powiedział
-Dobrze, czy mógłby jej pan to przekazać? - podałem mu torebkę dziewczyny - dziękuje. Powiedziałem, po czym wyszedłem, chcąc uniknąć spotkania z Lily.
[CATHERINE]
Białe ściany.. Wszędzie białe ściany. Gdzie jestem? Dopiero zaczęłam sobie przypomniać.. Ryan, jakiś chłopak..
- CATH!- do sali wbiegła Lily. -TAK SIĘ MARTWIŁAM! - wykrzyczała
-Jak się tu znalazłaś, jak się dowiedziałaś? - spytałam zdziwiona
-Ktoś do mnie zadzwonił z twojego telefonu - powiedziała.
Od razu sięgnęłam po torebkę, i sprawdziłam rejestr połączeń. Ten ktoś dzwonił też do mojej matki, chyba się nie przejęła. Ale chwila... Ten ktoś musiał znać mój kod! Niemożliwe, niemożliwe żeby ktoś przypadkiem to wpisał. Nie, lepiej się nie będę zastanawiać. Lil mi powiedziała, że wypiszą mnie prawdopodobnie jutro rano. Teraz chcę tylko spać.
[JASON]
Wróciłem do domu, lekko zdruzgotany zachowaniem matki Cath, i przejęty jej stanem zdrowia psychicznego i fizycznego. Dlaczego ja się nią przejmuję?
-Nigdzie nie idę palancie! Puść mnie! - Wykrzyczała - Albo chociaż złap w innym miejscu, bo tu mnie boli - mruknęła pod nosem, sama do siebie, on jednak usłyszał.
- A cóż to ci się stało, zobaczmy - powiedział, po czym podsunął jej rękaw do góry tak, że mogłem dojrzeć sinaki.
-Ooo, ktoś cię bije? Myślisz że to koniec? Nie sądzę, jeszcze troszkę pocierpisz kochaniutka. - Powiedział, po czym mocno ją spoliczkował. - Boli? Ojej, przynajmniej znów będziesz mogła to ukryć pod warstwą tapety- Zaśmiał się szyderczo, po czym popchnął dziewczynę tak, że wpadła w murek. Z jej nosa zaczęła lecieć krew. O nie, teraz przesadził.
- No, gdzie teraz jest ten twój bohater? A no tak, nie ma go!- szydził.
Moja cierpliwość się skończyła.
[CATHERINE]
Wiedziałam że nikt mnie nie uratuje. Nic już prawie nie widziałam.
Po chwili jednak usłyszałam jak ktoś podchodzi do Ryana, potem była już tylko ciemność.
[JASON]
Zobaczyłem że dziewczyna mdleje. Szybko rozprawiłem się z tym dupkiem, po czym wziąłem zakrwawioną Catherine na ręce i zaniosłem do samochodu.
Po chwili byłem już na pogotowiu. Zaniosłem ją do środka, i natychmiastowo kazałem zbadać. Podczas gdy dziewczynę badali, ja wyciągnąłem z jej plecaka jej telefon, z zamiarem powiadomienia jej rodziców. Miała kod. Trzeba było wpisać cyfry.Wziąłem podpowiedź (w niektórych telefonach jest taka opcja) było tam napisane:
-DATA.
Data? Boże, przecież jest ich tak dużo... Na początku wpisałem datę jej urodzin. Nie. Potem kolejno wpisywałem datę urodzin Mads, Max, Lil.. Po 15 minutach gorączkowego główkowania wpadł mi do głowy pewien pomysł. -To napewno nie to..-Pomyślałem. Ale warto spróbować. Data, którą pamietałem cały czas. Dzień w którym się poznaliśmy.
-01.09.2004
O dziwo załapało. Zadzwoniłem do jej matki.
-Halo?- usłyszałem półprzytomny, kobiecy głos.
- Dzień dobry, pani córka leży w szpitalu...- zacząłem mówić, ale nie dane mi było skończyć.
-A CO MNIE TO OBCHODZI, PROSZĘ MI NIE ZAWRACAĆ GŁOWY!- krzyknęła, po czym się rozłączyła.
Zdziwiłem się, nawet bardzo. Pamiętałem mamę Cath jako pomocną miłą kobietę, a tu taka niespodzianka.
Stwierdziłem że zadzwonie do Lily, jej przyjaciółki. Odebrała po 2 sygnałach.
-Co tam Caath? - zaczęła wesoło
-Catherine leży w szpitalu - usłyszałem pisk dziewczyny - Ryan próbował ją porwać, przyjedź, bo nie chce żeby tu sama leżała..- Powiedziałem na jednym tchu.
-Ale kim ty...- nie dałem jej skończyć, rozłączyłem się. Poszedłem do lekarzy spytać o stan zdrowia dziewczyny. Lekarz powiedział tak:
- Dziewczyna jest bardzo wychudzona i ma siniaki na całym ciele. Była o mały włos od wstrząsu mózgu, kazaliśmy się jej zważyć, waży 40 kg, a przy jej wzroście to jest bardzo mało. Wypuścimy ją jutro rano, jeśli przez noc będzie wszystko dobrze - powiedział
-Dobrze, czy mógłby jej pan to przekazać? - podałem mu torebkę dziewczyny - dziękuje. Powiedziałem, po czym wyszedłem, chcąc uniknąć spotkania z Lily.
[CATHERINE]
Białe ściany.. Wszędzie białe ściany. Gdzie jestem? Dopiero zaczęłam sobie przypomniać.. Ryan, jakiś chłopak..
- CATH!- do sali wbiegła Lily. -TAK SIĘ MARTWIŁAM! - wykrzyczała
-Jak się tu znalazłaś, jak się dowiedziałaś? - spytałam zdziwiona
-Ktoś do mnie zadzwonił z twojego telefonu - powiedziała.
Od razu sięgnęłam po torebkę, i sprawdziłam rejestr połączeń. Ten ktoś dzwonił też do mojej matki, chyba się nie przejęła. Ale chwila... Ten ktoś musiał znać mój kod! Niemożliwe, niemożliwe żeby ktoś przypadkiem to wpisał. Nie, lepiej się nie będę zastanawiać. Lil mi powiedziała, że wypiszą mnie prawdopodobnie jutro rano. Teraz chcę tylko spać.
[JASON]
Wróciłem do domu, lekko zdruzgotany zachowaniem matki Cath, i przejęty jej stanem zdrowia psychicznego i fizycznego. Dlaczego ja się nią przejmuję?
Rozdział 5
Wtedy usłyszałam że ktoś biegnie w naszą stronę i zabiera Ryana ode mnie. Nie zdążyłam nawet popatrzeć na tą osobę, poczułam tylko zapach jego (bo to napewno chłopak) perfum, pomieszanych z metalicznym zapachem mojej krwi. Uciekłam. Uciekłam, bo bałam się że ten ktoś zobaczy że to ja, że zobaczy moje łzy.
[JASON]
Postanowiłem działać, bałem się o nią, nie mam pojęcia dlaczego. Podbiegłem do tego faceta i odciągnąłem go od niej. Zdążyłem zauważyć tylko jej zapłakaną twarz i rozmazany makijaż, a gdy otarła łzę i zmyła jej się ''szpachla'' zobaczyłem siniaki. Przeszarpałem tego gościa i gdy już leżał na ziemi odpuściłem, i odszedłem jak gdyby nigdy nic.
[CATHERINE]
Uciekłam do najbliższego klubu, wpadłam do łazienki jak burza, aby poprawić makijaż. Zmyłam z siebie całą ''tapetę''. Wyciągnęłam z torby podkład, korektor, puder, eyeliner, kredkę i tusz. Zrobiłam makijaż, taki jak zwykle, przykryłam wszystkie zadrapania, siniaki. Wyszłam z klubu i zobaczyłam Jasona. Obrzucił mnie zdziwionym spojrzeniem. A co jeśli mnie widział? Nie, to niemożliwe. Czułam się fatalnie, uciekłam do domu jak najszybciej. Wbiegłam do domu, przywitałam się z Mads, chyba ją Lil odebrała. Nie wytrzymałam tego dzisiejszego stresu. Wzięłam prysznic, zmyłam z siebie tapetę (znow!) i poszłam spać.
[JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ]
Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Jak na złość dziś było gorąco,ale i tak założyłam bluzę. Pomalowałam się, spakowałam książki i wyszłam do szkoły. Na chemii mieliśmy doświadczenia, a potem ja i Jason mieliśmy zostać żeby posprzątać. Nauczycielka wyszła, więc zostaliśmy sami. W sali chemicznej mamy zlew. Chciałam umyć zlewki, probówki i kolby miarowe, więc podeszłam do zlewu.
- Mogłabyś umyć jeszcze to?- zapytał
-Jaaasne - odparłam, jego głos brzmiał inaczej niż kiedyś. Nie był ciepły. Pomyślałam o tych starych czasach, i przez nieuwagę upuściłam szklaną probówkę tak, że się roztrzaskała na ziemi, a jak zbierałam szkło, pokaleczyłam sobie ręce. Wzięłam głęboki wdech, próbując się uspokoić.
[JASON]
Jej zachowanie mnie zdziwiło, ale postanowiłem nie wnikać.
Po lekcjach zobaczyłem, że znów ten palant przejeżdża obok Catherine, zatrąbił i się zatrzymał. Widziałem przez chwilę przerażenie w jej oczach, jednak gdzy przypomniała sobie, że jest w okolicach szkoły, na jej twarz wróciła obojętność. Słyszałem dokładnie ich rozmowę.
[JASON]
Postanowiłem działać, bałem się o nią, nie mam pojęcia dlaczego. Podbiegłem do tego faceta i odciągnąłem go od niej. Zdążyłem zauważyć tylko jej zapłakaną twarz i rozmazany makijaż, a gdy otarła łzę i zmyła jej się ''szpachla'' zobaczyłem siniaki. Przeszarpałem tego gościa i gdy już leżał na ziemi odpuściłem, i odszedłem jak gdyby nigdy nic.
[CATHERINE]
Uciekłam do najbliższego klubu, wpadłam do łazienki jak burza, aby poprawić makijaż. Zmyłam z siebie całą ''tapetę''. Wyciągnęłam z torby podkład, korektor, puder, eyeliner, kredkę i tusz. Zrobiłam makijaż, taki jak zwykle, przykryłam wszystkie zadrapania, siniaki. Wyszłam z klubu i zobaczyłam Jasona. Obrzucił mnie zdziwionym spojrzeniem. A co jeśli mnie widział? Nie, to niemożliwe. Czułam się fatalnie, uciekłam do domu jak najszybciej. Wbiegłam do domu, przywitałam się z Mads, chyba ją Lil odebrała. Nie wytrzymałam tego dzisiejszego stresu. Wzięłam prysznic, zmyłam z siebie tapetę (znow!) i poszłam spać.
[JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ]
Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Jak na złość dziś było gorąco,ale i tak założyłam bluzę. Pomalowałam się, spakowałam książki i wyszłam do szkoły. Na chemii mieliśmy doświadczenia, a potem ja i Jason mieliśmy zostać żeby posprzątać. Nauczycielka wyszła, więc zostaliśmy sami. W sali chemicznej mamy zlew. Chciałam umyć zlewki, probówki i kolby miarowe, więc podeszłam do zlewu.
- Mogłabyś umyć jeszcze to?- zapytał
-Jaaasne - odparłam, jego głos brzmiał inaczej niż kiedyś. Nie był ciepły. Pomyślałam o tych starych czasach, i przez nieuwagę upuściłam szklaną probówkę tak, że się roztrzaskała na ziemi, a jak zbierałam szkło, pokaleczyłam sobie ręce. Wzięłam głęboki wdech, próbując się uspokoić.
[JASON]
Jej zachowanie mnie zdziwiło, ale postanowiłem nie wnikać.
Po lekcjach zobaczyłem, że znów ten palant przejeżdża obok Catherine, zatrąbił i się zatrzymał. Widziałem przez chwilę przerażenie w jej oczach, jednak gdzy przypomniała sobie, że jest w okolicach szkoły, na jej twarz wróciła obojętność. Słyszałem dokładnie ich rozmowę.
niedziela, 12 lipca 2015
Rozdział 4
Przynajmniej tak myslałam.. Nauczycielka kazała mi zostać w klasie i wykonać przygotowaną piosenkę.
- Dobrze. Ale nigdy więcej prosze mnie nie wywoływać przy klasie, mogę śpiewać,ale nie przed nimi. - oznajmiłam
Śpiewałam piosenkę "Wake me up''. Gdy skończyłam nauczycielka uśmiechnęła się.
- Nie rozumiem dlaczego boisz się śpiewać, masz przecież taki piękny głos, dostaniesz 6.
W istocie lubiłam śpiewać, grać na gitarze też. Jednak odkąd usłyszałam od rodziców że nic nie umiem, przestałam wierzyć w siebie. Wyszłam z klasy, poszłam na następną lekcję. Dzień w szkole minął bardzo szybko. Wracając zatrzymał się obok mnie jakiś samochód. Jako że szłam bocznymi ścieżkami, którymi nikt nie chodzil, nie znalazłabym pomocy, nie byłoby nawet po co krzyczeć. Rozpoznałam ten samochód. To był samochód Ryana.
[JASON]
Wracałem po lekcjach do domu, i zobaczyłem Catherine. Szła kilkanaście metrów przede mną, ze słuchawkami w uszach. Obok niej zatrzymał się jakiś samochód. Podbiegłem kawałek, schowałem się w jakimś zaułku i nasłuchiwałem. Usłyszałem rozmowę.
-Podwieźć Cię gdzieś mała?
-Nie, dzięki, przejdę się. - tu rozpoznałem głos Cath
- Oj Catherine.. Zawsze byłaś nieprzystępna, ale chyba pora to zmienić, nieprawdaż? - to najprawdopodobniej był jej były.
- Spierdalaj - warknęła
Usłyszałem jego śmiech, po czym dźwięk otwieranych drzwi samochodu. Krzyknęła.
[CATHERINE]
Byłam przerażona. Wiedziałam co chce zrobić. Odruchowo zaczęłam się cofać, jednak natknęłam się na ścianę. Usłyszałam plask i poczułam pieczenie na policzku. Boże, co oni mają z tym prawym policzkiem? Jak nałoże więcej podkładu to w końcu szpachlą będę go zdzierać. Poczułam jego usta na moich. Jego ręce błądziły po moim ciele. Poczułam słonawy płyn na policzkach, po czym zrozumiałam że to moje łzy. Wyobraziłam sobie jak mogę teraz wyglądać. Śmieszne, prawda? Jakiś psychopata się do mnie dobiera a ja przejmuje się swoim wyglądem. Jestem nienormalna. Ale ja nawet nie miałam siły się bronić. Od jakiegoś czasu prawie nic nie jadłam, głównie piłam wodę, herbatę. Poczułam że zabrał ręcę z mojego ciała, zaczęłam się wyrywać, ale wtedy złapał za moje nadgarstki i przygwoździł je do ściany. Poczułam uderzenie i zrozumiałam że rzucił mnie na chodnik. Zaczął mnie szarpać i ciągnąć w kierunku samochodu. To koniec - pomyślałam.
- Dobrze. Ale nigdy więcej prosze mnie nie wywoływać przy klasie, mogę śpiewać,ale nie przed nimi. - oznajmiłam
Śpiewałam piosenkę "Wake me up''. Gdy skończyłam nauczycielka uśmiechnęła się.
- Nie rozumiem dlaczego boisz się śpiewać, masz przecież taki piękny głos, dostaniesz 6.
W istocie lubiłam śpiewać, grać na gitarze też. Jednak odkąd usłyszałam od rodziców że nic nie umiem, przestałam wierzyć w siebie. Wyszłam z klasy, poszłam na następną lekcję. Dzień w szkole minął bardzo szybko. Wracając zatrzymał się obok mnie jakiś samochód. Jako że szłam bocznymi ścieżkami, którymi nikt nie chodzil, nie znalazłabym pomocy, nie byłoby nawet po co krzyczeć. Rozpoznałam ten samochód. To był samochód Ryana.
[JASON]
Wracałem po lekcjach do domu, i zobaczyłem Catherine. Szła kilkanaście metrów przede mną, ze słuchawkami w uszach. Obok niej zatrzymał się jakiś samochód. Podbiegłem kawałek, schowałem się w jakimś zaułku i nasłuchiwałem. Usłyszałem rozmowę.
-Podwieźć Cię gdzieś mała?
-Nie, dzięki, przejdę się. - tu rozpoznałem głos Cath
- Oj Catherine.. Zawsze byłaś nieprzystępna, ale chyba pora to zmienić, nieprawdaż? - to najprawdopodobniej był jej były.
- Spierdalaj - warknęła
Usłyszałem jego śmiech, po czym dźwięk otwieranych drzwi samochodu. Krzyknęła.
[CATHERINE]
Byłam przerażona. Wiedziałam co chce zrobić. Odruchowo zaczęłam się cofać, jednak natknęłam się na ścianę. Usłyszałam plask i poczułam pieczenie na policzku. Boże, co oni mają z tym prawym policzkiem? Jak nałoże więcej podkładu to w końcu szpachlą będę go zdzierać. Poczułam jego usta na moich. Jego ręce błądziły po moim ciele. Poczułam słonawy płyn na policzkach, po czym zrozumiałam że to moje łzy. Wyobraziłam sobie jak mogę teraz wyglądać. Śmieszne, prawda? Jakiś psychopata się do mnie dobiera a ja przejmuje się swoim wyglądem. Jestem nienormalna. Ale ja nawet nie miałam siły się bronić. Od jakiegoś czasu prawie nic nie jadłam, głównie piłam wodę, herbatę. Poczułam że zabrał ręcę z mojego ciała, zaczęłam się wyrywać, ale wtedy złapał za moje nadgarstki i przygwoździł je do ściany. Poczułam uderzenie i zrozumiałam że rzucił mnie na chodnik. Zaczął mnie szarpać i ciągnąć w kierunku samochodu. To koniec - pomyślałam.
piątek, 10 lipca 2015
Rozdział 3
Przez twarz dziewczyny przemknęło kilka uczuć naraz. Przerażenie, smutek i troskę. Zerwała się i pobiegła na dół
[PERSPEKTYWA CATHERINE]
Gdy usłyszałam krzyk mojej młodszej siostry szybko zbiegłam na dół.
Ojca najwyraźniej nie było, moja matka spała na kanapie. Mad podleciała do mnie i zaczęła mówić, chociaż w sumie bardziej próbowała coś mi przekazać, ale ja pomiędzy wybuchami płaczu rozumiałam pojednyncze słowa.
- Max... Ojciec... Pomocy.. - wydukała Mads
- Mady, powoli. Gdzie jest Max? - zapytałam, starając się ukryć przerażenie.
- Max.. jest na skrzyżowaniu, obok domu... nowych sąsiadów - wyraźnie się czymś bardzo martwiła.
-A co ma do tego nasz ojciec? - obawiałam się najgorszego..
-No on.. wziął butelkę.. i zaczął gonić Max, i krzyczeć, że jest szmatą, że nie szanuje rodziny, a ja uciekłam.. przyszłam po ciebie, żebyś go zabrała, bo on ją zabije.. uderzył ją.. - wysapała.
O nie, tak nie będzie - pomyślałam. Wybiegłam w skarpetkach na ulicę, nie zastanawiając się nawet że ktoś mógłby mnie zobaczyć, mnie i mojego szurniętego ojca. W tamtym momencie obchodziło mnie tylko zdrowie Max. Gdy zobaczyłam ją leżącą w kałuży krwi, i ojca stojącego nad nią z rozbitą butelką, usłyszałam przeraźliwy krzyk. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to ja krzyczałam. W tamtym momencie zdążyłam tylko zadzwonić po karetkę. W ostatniej chwili uchyliłam się przed lecącą w moją stronę butelką, ale i tak od razu poczułam pieczenie na policzku i ostry ból brzucha. Zaczęłam kaszleć krwią. Jednak to mi nie przeszkodziło i w jakiś sposób odepchnęłam mojego ojca, po czym pobiegłam do mojej starszej siostry.
[JASON]
Oglądałem tą sytuację niedowierzając. Widziałem dziewczynę, całą w krwi, kucającą obok swojej siostry. Zawsze lubiłem Max, czasem nam gotowała, jak spędzałem czas u Cath. Teraz jednak widziałem zapłakaną małą dziewczynkę, chyba siostrę Catherine, biegnącą w stronę karetki, do której właśnie pakowano najstarszą z sióstr. Cath próbowała ją trzymać, jednak wciąż kaszlała krwią i sama nie dawała rady. Po chwili zemdlała.
[OKOŁO GODZINĘ PÓŹNIEJ]
[CATHERINE]
W szpitalu powiedzieli że stan Max jest stabilny, jednak była o włos od wykrwawienia się. Mi też nic nie było, zemdlałam przez silny stres i osłabienie. Panowie ratownicy zawiadomili policję, która zabrała mojego ojca. O matce jednak nie wiedzą. Wróciłam na wieczór do domu. Mad była u Lil, której rodzice wiedzieli o mojej sytuacji. Dziś był poniedziałek, więc jutro szkoła. No cóż, nie moge opuszczać lekcji, prawda?
[RANO]
Tej nocy mało spałam, wciąż myślałam o Max. Miałam na 8 do szkoły, więc wstałam o 6:30. Wzięłam szybki prysznic, nałożyłam bardzo dużo podkładu, w miejscach gdzie miałam siniaki bądź zadrapania, po czym jeszcze bardzo mocno pomalowałam oczy. Na usta "założyłam" sztuczny uśmiech, ubrałam się jak zwykle, czyli jeansowe spodnie, czarną bokserkę i narzuciłam, nie zapinając, koszulę w czerwono-czarną kratę. Włosy upięłam w luźnego koka, ale pozwoliłam kilku lokom opadać na ramiona. Ubrałam jeszcze moje czarne conversy i wyszłam do szkoły. Po drodze spotkałam Lily i Madison. Przywitałam się z nimi i poszłyśmy zaprowadzić Mad, no a potem do naszej szkoły.
[JASON]
Obudziłem się rano, ogarnąłem i wyszedłem do szkoły. Na pierwszej lekcji mieliśmy muzykę. Osobiście lubiłem śpiewać i zawsze uważałem że wychodzi mi całkiem ok. Wszedłem do klasy przed dzwonkiem, i zająłem swoje miejsce. Po chwili do klasy weszła czerwonowłosa (tak, tak, Cath jest farbowana, na taką ciemną czerwień, może nawet podchodzącą pod fiolet - przyp. aut.). Wyglądała zupełnie inaczej niż wczoraj. Dziś była normalna, mocno pomalowana, widziałem że pozakrywala siniaki.
Na muzykę mieliśmy się nauczyć śpiewać jakiejś piosenki, poprostu ją przygotować i zaprezentować. Ja wybrałem ''Can't hold us''. Ciekaw jednak byłem, jak śpiewa Catherine. Gdy przyszła moja kolej, zaśpiewałem, widziałem jak się na mnie patrzyli. Dostałem 6. Kilka numerów dalej i.. teraz Catherine.
[CATHERINE]
Nie miałam zamiaru śpiewać przed całą klasą. Niedoczekanie!
Gdy nauczycielka mnie wywołała, szybko powiedziałam
-Nie.
- Jak to nie? - spytała zdziwiona
- No normalnie. Nie mam zamiaru się poniżać przed całą klasą - odpyskowałam
-No..- i w tym momencie zadzwonił dzwonek. Dzwonek który uratował mi tyłek.
[PERSPEKTYWA CATHERINE]
Gdy usłyszałam krzyk mojej młodszej siostry szybko zbiegłam na dół.
Ojca najwyraźniej nie było, moja matka spała na kanapie. Mad podleciała do mnie i zaczęła mówić, chociaż w sumie bardziej próbowała coś mi przekazać, ale ja pomiędzy wybuchami płaczu rozumiałam pojednyncze słowa.
- Max... Ojciec... Pomocy.. - wydukała Mads
- Mady, powoli. Gdzie jest Max? - zapytałam, starając się ukryć przerażenie.
- Max.. jest na skrzyżowaniu, obok domu... nowych sąsiadów - wyraźnie się czymś bardzo martwiła.
-A co ma do tego nasz ojciec? - obawiałam się najgorszego..
-No on.. wziął butelkę.. i zaczął gonić Max, i krzyczeć, że jest szmatą, że nie szanuje rodziny, a ja uciekłam.. przyszłam po ciebie, żebyś go zabrała, bo on ją zabije.. uderzył ją.. - wysapała.
O nie, tak nie będzie - pomyślałam. Wybiegłam w skarpetkach na ulicę, nie zastanawiając się nawet że ktoś mógłby mnie zobaczyć, mnie i mojego szurniętego ojca. W tamtym momencie obchodziło mnie tylko zdrowie Max. Gdy zobaczyłam ją leżącą w kałuży krwi, i ojca stojącego nad nią z rozbitą butelką, usłyszałam przeraźliwy krzyk. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to ja krzyczałam. W tamtym momencie zdążyłam tylko zadzwonić po karetkę. W ostatniej chwili uchyliłam się przed lecącą w moją stronę butelką, ale i tak od razu poczułam pieczenie na policzku i ostry ból brzucha. Zaczęłam kaszleć krwią. Jednak to mi nie przeszkodziło i w jakiś sposób odepchnęłam mojego ojca, po czym pobiegłam do mojej starszej siostry.
[JASON]
Oglądałem tą sytuację niedowierzając. Widziałem dziewczynę, całą w krwi, kucającą obok swojej siostry. Zawsze lubiłem Max, czasem nam gotowała, jak spędzałem czas u Cath. Teraz jednak widziałem zapłakaną małą dziewczynkę, chyba siostrę Catherine, biegnącą w stronę karetki, do której właśnie pakowano najstarszą z sióstr. Cath próbowała ją trzymać, jednak wciąż kaszlała krwią i sama nie dawała rady. Po chwili zemdlała.
[OKOŁO GODZINĘ PÓŹNIEJ]
[CATHERINE]
W szpitalu powiedzieli że stan Max jest stabilny, jednak była o włos od wykrwawienia się. Mi też nic nie było, zemdlałam przez silny stres i osłabienie. Panowie ratownicy zawiadomili policję, która zabrała mojego ojca. O matce jednak nie wiedzą. Wróciłam na wieczór do domu. Mad była u Lil, której rodzice wiedzieli o mojej sytuacji. Dziś był poniedziałek, więc jutro szkoła. No cóż, nie moge opuszczać lekcji, prawda?
[RANO]
Tej nocy mało spałam, wciąż myślałam o Max. Miałam na 8 do szkoły, więc wstałam o 6:30. Wzięłam szybki prysznic, nałożyłam bardzo dużo podkładu, w miejscach gdzie miałam siniaki bądź zadrapania, po czym jeszcze bardzo mocno pomalowałam oczy. Na usta "założyłam" sztuczny uśmiech, ubrałam się jak zwykle, czyli jeansowe spodnie, czarną bokserkę i narzuciłam, nie zapinając, koszulę w czerwono-czarną kratę. Włosy upięłam w luźnego koka, ale pozwoliłam kilku lokom opadać na ramiona. Ubrałam jeszcze moje czarne conversy i wyszłam do szkoły. Po drodze spotkałam Lily i Madison. Przywitałam się z nimi i poszłyśmy zaprowadzić Mad, no a potem do naszej szkoły.
[JASON]
Obudziłem się rano, ogarnąłem i wyszedłem do szkoły. Na pierwszej lekcji mieliśmy muzykę. Osobiście lubiłem śpiewać i zawsze uważałem że wychodzi mi całkiem ok. Wszedłem do klasy przed dzwonkiem, i zająłem swoje miejsce. Po chwili do klasy weszła czerwonowłosa (tak, tak, Cath jest farbowana, na taką ciemną czerwień, może nawet podchodzącą pod fiolet - przyp. aut.). Wyglądała zupełnie inaczej niż wczoraj. Dziś była normalna, mocno pomalowana, widziałem że pozakrywala siniaki.
Na muzykę mieliśmy się nauczyć śpiewać jakiejś piosenki, poprostu ją przygotować i zaprezentować. Ja wybrałem ''Can't hold us''. Ciekaw jednak byłem, jak śpiewa Catherine. Gdy przyszła moja kolej, zaśpiewałem, widziałem jak się na mnie patrzyli. Dostałem 6. Kilka numerów dalej i.. teraz Catherine.
[CATHERINE]
Nie miałam zamiaru śpiewać przed całą klasą. Niedoczekanie!
Gdy nauczycielka mnie wywołała, szybko powiedziałam
-Nie.
- Jak to nie? - spytała zdziwiona
- No normalnie. Nie mam zamiaru się poniżać przed całą klasą - odpyskowałam
-No..- i w tym momencie zadzwonił dzwonek. Dzwonek który uratował mi tyłek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)